Parę słów o sobie.
Kiedy spotykam człowieka patrzę na niego i przysłuchuję się temu, co mówi – często zadaję sobie pytanie kto to jest, jaką przeszedł drogę i dokąd zmierza. Wiem, że w dobie wszechobecnego Internetu można wyszukać informacje o każdym. Ale jednocześnie wiem jak łatwo jest w Internecie stworzyć fikcję. Wirtualny świat rządzi się swoimi prawami dlatego też postanowiłem napisać parę słów dla osób, które są ciekawe wiedzieć skąd przyszedłem i dokąd idę. Trochę więcej, niż życiorys, ale dużo mniej, niż książka - tak, aby chciało się czytać.
Przyszedłem na świat w sierpniu 1952 roku w rodzinie pracującej inteligencji. Moja Mama po dobrej szkole im. Kaniowszczyków, wychowującej i uczącej panny, aby potrafiły zasilić kadry doradców księgowo-podatkowych rozwijającej się odrodzonej ojczyzny. W skromnej rodzinie mamy zawsze były arystokratyczne zadęcia. Mój ojciec to syn ziemi mazowieckiej z dziada pradziada, uprawiający drobny biznes, ale również krzewiący naukę jako jedyną formę wybicia się na niezależność. To na ziemi sierpeckiej w guberni płockiej urodził się założyciel pierwszej warszawskiej szkoły z językiem wykładowym polskim - jeszcze, gdy tu w Warszawie kwitł carski reżim. Noszę to samo nazwisko co ten wielki człowiek.
Pierwsze 12 lat spędziłem w cudownej mieścinie dwadzieścia cztery kilometry od Warszawy. Tam pośród sosnowych lasów, pól i łąk oraz wijącej się rzeczki Świder uczyłem się wdychać zapach tego, czego potem już się nigdy nie zapomina. To tu również przeżywałem pierwsze fascynacje i pierwsze miłości. Tu biegałem do szkoły od I do V klasy i to tu spotkałem się z nauczycielami, przed którymi dziś mogę tylko zdjąć czapkę i bardzo nisko się pokłonić. To tu biegałem do kościółka i kaplicy odbierając nauki posługi. W mej pamięci został ślad tamtych miesięcy, tygodni i lat. I wiem, że to już nigdy nie wróci. To tu nauczyłem się rozpoznawać specyficzny zapach ziemi, kiedy przychodzi co roku ten pierwszy prawdziwy dzień wiosny. I tak jak Boryna w Chłopach mawiał, że to znak, że trzeba wyjść w pole, tak ja co roku – mówię sobie – mamy nową wiosnę. Do dziś odwiedzam tą miejscowość, którą można przedstawić jako najbardziej wzorowe miasteczko blisko Warszawy. Włodarzem tego miasta po raz czwarty został ten sam człowiek. Człowiek, który przekształcił trochę zapyziałą mieścinę w cudowny zakątek.
Druga połowa lat sześćdziesiątych to już życie w bloku na warszawskim Grochowie. To czas technikum i 5 lat w męskiej szkole. I znów fart. Nauczyciele naprawdę przedniej marki. Wyjazdy, obozy, autostop z książeczką – któż to dziś pamięta. Przyjaźnie te męskie, aż po grób (tak, tak to już fakty). Ale również pierwsze doświadczenia polityczne. To tu w technikum przeżywałem marzec 1968 roku. A później tak krwawe zajścia na wybrzeżu. Tak bolesne, bo już starsi koledzy byli w wojsku - a i nam tam szykowano prycze. Ale również tu na ulicach Warszawy wybijano nam z głowy, że istnieje socjalizm z ludzką twarzą.
Matura, egzamin na studia i wielkie rozczarowanie. Zabrakło paru punktów za pochodzenie. Nie byłem ani z chłopów, ani z robotników. A po roku 1968 to właśnie system punktowy regulował kto dostanie się na uczelnie. Rok pracy, w między czasie pobyt w Wyższej Szkole Wojsk Lotniczych w Dęblinie, ale to nie była moja bajka. Z duszą humanisty nie było tam dla mnie miejsca. Choć lotnictwo jest moją pasją do dziś. Rok 1972 to początek edukacji na Politechnice Warszawskiej i te dziwne lata siedemdziesiąte, kiedy mieliśmy stać się potęgą gospodarczą. Pstryk! I nie udało się, ale wierzcie mi wiara była. To był także czas budowania się świadomości, że inni żyją lepiej i to co mówią nasi rodzice to ma sens, że w sklepie może być sto gatunków herbat i sto gatunków piwa, a my niczym nie różnimy się od Francuzów, Anglików i innych obywateli świata. To wtedy nauczyłem się słuchać RWE. Wtedy zrozumiałem, że władza kłamie. Ślub, pierworodny syn, dyplom politechniki i rok wojska. To wszystko końcówka lat siedemdziesiątych. Wtedy też rozpocząłem pracę w Instytucie Mechaniki Precyzyjnej. Zacząłem karierę od kreślarza do szefa zakładu naukowego. Poznałem techniki tworzenia grup zadaniowych i stworzyłem swój pierwszy Patent. Potem sypnęło się ich wiele. Ostatni, którego udzielił mi Urząd Patentowy Rzeczpospolitej jest z grudnia 2010r. Czy jestem z tego dumny? Tak, przecież to sól pracy inżynierskiej.
Lata osiemdziesiąte to tragedia dziesięciu lat totalnej narodowej stagnacji. I równocześnie niepowtarzalne przyśpieszenie w mojej pracy zawodowej. W latach 1988 – 1989 zapiąłem koncepcję stworzenia spółki prawa handlowego. Założyliśmy spółkę - pierwszą wspólną zbudowaną z Elektrimem. Dynamiczne przechodzenie CHZ Elektrim w Elektrim S.A. i wejście tejże jako jednej z pierwszej spółek na Giełdę Papierów Wartościowych. Równocześnie trudno nie wspomnieć normalnego życia w domu rodzinnym, przyjścia na świat córki i drugiego syna – ich szkół i codziennych działań w domu.
Zarządzałem spółką zależną od Elektrimu S.A. Lata dziewięćdziesiąte to w polskim biznesie lata szalone. W mojej sytuacji było to działanie w grupie kapitałowej Elektrim, rosnącej z dnia na dzień. Co roku na wspólnych spotkaniach świątecznych można było zaobserwować jak ta firma intensywnie się rozwija i jak przybywa spółek córek. Myśmy za to zawsze mieli świadomość, że jesteśmy spółką córką pierworodną. Ten okres to doświadczenia tworzącego się rynku kapitałowego, ale także rozwoju grupy kapitałowej Elektrim S.A. W tych burzliwych gospodarczo latach dziewięćdziesiątych uczyliśmy się kupowania licencji na technologie, wdrażania tychże i tworzenie interdyscyplinarnych grup ds. wdrożeń. Uczyliśmy się zarządzania projektem, realizacji kontraktu, inżynierii finansowej i wszystkiego tego co dziś młodzi dostają w pastylce na uczelniach.
Dla nas szkołą był poligon i biznesowe pole walki. Tu zaczynaliśmy się uczyć przygotowywania materiałów przetargowych wg zasad zamówień publicznych. Naszą rolą było się uczyć, uczyć i wdrażać. Przełom lat dziewięćdziesiątych i początek nowego wieku to olbrzymia kumulacja kapitału. Można by powiedzieć – festiwal kupowania spółek, przejmowania, inkorporacji i wszystko to co pokazuje, ze większy może więcej. Również Elektrim zaczął drastycznie rozprzedawać swoje spółki. Niestety nasza firma również trafiła do tego koszyka. Po blisko roku negocjacji zostaliśmy sprzedani jednej z czterech największej firmie budowlanej działającej wtedy na rynku. Wystarczyło zaledwie siedem miesięcy, abyśmy po inkorporacji zostali sprzedani francuskiemu koncernowi. Cztery lata na kontrakcie w tejże francuskiej firmie, gdzie zarządzałem oddziałem warszawskim, generującym ponad 30% obrotu całej firmy. Ale również doświadczenia wyjścia z giełdy poprzez skupienie akcji było najbardziej zapamiętanym doświadczenie. To wtedy kiedy wcześniej firma wchodziła na giełdę i nastąpił dramatyczny wzrost obrotów firmy, wiążący się z olbrzymim napięciem i wysiłkiem kadry menadżerskiej.
Rok 2004 dla mnie to rok przełomu. Przejście do działań, które miały skapitalizować 26 lat moich doświadczeń zawodowych. Działania doradcze, szkoleniowe. Przeszedłem z biznesu B2B do B2C. Rozpoczęcie współpracy z firmą z branży MLM – firmą AKUNA i aktywne działanie do października 2010r. Szkolenia, tworzenie systemów i sieci marketingowych.
Równocześnie przez cztery lata praca w branży IT i ponowne doświadczenie z wejściem na giełdę - jakże odmienne od tych na początku lat dziewięćdziesiątych.
Czy te wszystkie doświadczenia przygniotły mnie? Nie, one dają mi energię do dzielenia się wiedzą i podejmowania dalszych działań. Jak wielokrotnie pisałem - jestem fanem e-biznesu - zatem to tu, na Suportio podejmuję kolejną rękawicę.
Doświadczenia zawodowe
DOR-Kon Doradztwo Konsultacja
Właściciel 2001 – aktualnie
Budowa struktur marketingowych i sprzedażowych, szkolenia. Prowadzenie projektów biznesowych.
2004 maj – 2010 październik w ramach firmy DOR-KON współpracującej z firmą Akuna
2001 – 2004 – Mitex S.A. /Eiffage
1989 – 2001 – Elimp Sp. z o.o. spółka zależna od Elektrim S.A. – Prezes Zarządu
Elimp – Bud sp. z o.o. Prezes Zarządu
1978-1989 – Instytut Mechaniki Precyzyjnej – Projektant, kierownik pracowni, szef zakładu projektowego
Wykształcenie
1971 - 1977 Politechnika Warszawska
1966 – 1971 Technikum Energetyczne
1959 – 1966 szkoła podstawowa
Pasje
Książki, historia, dobra rozmowa, żeglarstwo, narciarstwo, długie spacery.
Andrzej Konopczyński – Suportio
Zwiń
29/0

